poniedziałek, 30 grudnia 2013

Rozdział 3

Słowa ojca już od same rana dudniły mi w uszach. Chyba nie muszę wam mówić, że strasznie wściekł się moją wczorajszą ucieczką. Dobrze, że nie wiedział, co robiłam bo wtedy już do końca życia nie wyszłabym z domu. I wcale nie żartuję. Czasami wydaje mi się, że kompletnie nikt mnie nie rozumie. Nawet moja przyjaciółka, która pewnie teraz siedzi w nowym domu wraz z opiekunami i próbuje ich lepiej poznać. Muszę do niej zadzwonić. Dawno już nie słyszałam jej głosu. Stęskniłam się.
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz?!- z zamyśleń wyrwał mnie podniesiony głos mojego ojca. Już od dwóch godzin prawił mi kazania. Czy on nie rozumiał, że i tak wcale go nie słuchałam?
-Możesz się jakoś sensownie usprawiedliwić?- spytał dalej nerwowym tonem dokładnie świdrując mnie wzrokiem.

-Źle się poczułam i chciałam już wrócić do domu. Przykro mi. Nie jestem idealna.- mruknęłam cicho obawiając się jego reakcji
-Przecież mogłaś powiedzieć! Zdajesz sobie sprawę, że twoje zachowanie było skandaliczne?! Myślałaś, co pomyślą sobie o nas państwo Hyland?
-Przepraszam- cichutko mruknęłam. Tylko na tyle zebrałam sobie siły. Moją rozmowę z ojcem przerwał dźwięk wychodzący z telefonu znajdującego się zapewne gdzieś mod moim łóżkiem. Zawsze go gdzieś gubiłam. Taka już jestem.
-Do końca tygodnia zero spotkań ze znajomymi- powiedział stanowczym głosem i skierował się do wyjścia
-To nie sprawiedliwe! To moje życie! Nie możesz mi zakazywać!
-Mylisz się! Jesteś moją córką i mam do tego prawo!- złapał za klamkę- Mogłabyś być taka, jak siostra- rzucił zamykając drzwi. Mogłam się wcześniej domyślić, że ta rozmowa skończy się tym samym zdaniem, co zwykle. 'Mogłabyś być taka, jak siostra'- słyszałam to odkąd tylko pojawiła się Sophie. Nigdy nie potrafiłam zrozumieć, w czym jestem gorsza? Czyżby to przez to, że chciałam wieść takie życie, jak sobie zaplanowałam? Myśląc nad tym wszystkim przypomniałam sobie, że dostałam sms'a. Szybko znalazłam się na podłodze i zaczęłam szukać komórki. Patrząc na ekran zmarszczyłam brwi. Nieznany numer. Dziwne.
'Będę za godzinę pod twoim domem. Dzisiaj na prawdę zaszalejemy ;) Harry. xoxo'
No tak. Kompletnie zapomniałam, że dałam mu swój numer. Tak bardzo chciałam wyjść. Jednak tak bardzo nie mogłam.
'Nie mogę. Do końca tygodnia wieczory spędzam w domu :( Al .'- szybko wystukałam. Chłopak chyba musiał trzymać telefon w dłoni, bo odpowiedź dostałam błyskawicznie.
'A co powiesz na małe złamanie zasad? Bądź gotowa za godzinę. Resztą się zajmę ;) '
'A powiesz chociaż, gdzie mnie zabierasz? Chciałabym wiedzieć, w co mam się ubrać :P'
'Załóż spodnie i wygodne buty :*'

Nic mu nie odpisałam tylko otworzyłam szafę. Godzina to zarazem dużo i mało czasu. Kompletnie nie wiedziałam w co się ubrać. Harry zbytnio mi nie podpowiedział. No cóż. Ten zestaw chyba będzie najodpowiedniejszy. Stanęłam przed lustrem i zaczęłam przyglądać się sobie krytycznym wzrokiem. Znów dźwięk mojej komórki. Wyjęłam ją z kieszeni i przejechałam palcem po ekranie by ukazała się wiadomość.
'Ślicznie wyglądasz ;* H. ;)' Nie ukrywam, że trochę przestraszyłam się czytając te słowa. Rozglądnęłam się po pokoju, jednak nikogo nie zauważyłam. Ukryta kamera, czy jak?
'Otworzysz wreszcie to okno? ;D '
Czytając kolejną wiadomość zaczęłam się śmiać z własnej głupoty. Że też sama na to nie wpadłam. Podeszłam do okna i na życzenie chłopaka podniosłam je do góry. Zwinnie wszedł do środka.
-Z tego, co wiem godzina jeszcze nie minęła- powitałam go wielkim uśmiechem. Nie wiem dlaczego, ale od razu na jego widok kąciki moich ust się podnosiły.
-Kilka minut w tą, czy w tą nie robi różnicy- rozsiadł się wygodnie na łóżku.
-Harry, jeśli myślisz, że wyjdę przez okno to się grubo mylisz- mówiłam czesząc włosy
-Przygotowałem się na taką ewentualność.
-Tak? I co wymyśliłeś?
-Po prostu cię przez nie wypchnę- mówił to tak spokojnie, że aż mu uwierzyłam.
-Okej...To może jednak ja nigdzie nie pójdę
-Teraz już za późno- zadziornie się uśmiechnął. Ubierając buty czułam jego przenikliwy wzrok na mnie. A dokładniej mówiąc na moim tyłku.
-To, że się na ciebie nie patrzę, to nie znaczy, że nie wiem, że patrzysz się na mój tyłek- powiedziałam z wyrzutem
-Nic nie poradzę, że jest taki seksowny- rzuciłam w niego najbliższym przedmiotem znajdującym się pod moją ręką. Niestety okazało się, że to moja suszarka. Oj musiało go zaboleć.
-Nie prawić ci komplementów- zapamiętam- jęknął rozcierając głowę.
-Gotowa?- spytał dalej krzywiąc się z bólu, na co ja tylko kiwnęłam główką

-Nie ma mowy! Nie wsiądę na to!- krzyknęłam widząc Stylesa siedzącego na motorze.
-Jak tam sobie chcesz- odpalił silnik
-Nie! Czekaj!- złapałam go za ramię, a on spojrzał na mnie pytającym wzrokiem
-Obiecaj, że będziesz jechał wolno i ostrożnie- szepnęłam trzęsąc się ze strachu.
-Wsiadaj- zaśmiał się. Wykonałam jego polecenie i mocno objęłam tors lokersa.
-Nie tak mocno. Nie mogę prowadzić- najzwyczajniej się ze mnie śmiał. Rozluźniłam nieco ucisk i zamknąwszy oczy czekałam aż ruszy.

*Oczami Harry'ego*
-Gdzie  my jesteśmy?- spytała, gdy gasiłem silnik mojego motoru. W sumie to nie mojego. Porzyczyłem go od kuzyna Zayn'a. To znaczy Malik go od niego pożyczył, ja wziąłem go bez zapytania się o pozwolenie. Nie skapną się. Oddam go zanim w ogóle zauważą zniknięcie.
Łapiąc ją za rękę ruszyłem w stronę mostu, na którym czekali moi starzy znajomi.
-Odpowiesz mi?- zaczynała się niecierpliwić. Chyba nie przepadała za ciszą.
-Witaj Harold! Dawno cię nie było!- krzyknęła dobrze znana mi blondynka. Kiedyś była moją dziewczyną, jeśli tak można nazwać to co nas łączyło. Głównie spotykaliśmy się tylko u niej w sypialni, a potem każdy szedł w swoją stronę.
-Hej Lisa! Cześć wszystkim- przywitałem się entuzjastycznie. Oprócz dziewczyny byli tu jeszcze jej bracia. Odwiedziłem ich w godzinach pracy, ale właśnie o to mi chodziło.
-Poznajcie Alison. Al to są moi starzy znajomi
-Hej jestem Rick, a to moje rodzeństwo: Bob i Lisa
-Miło mi was poznać- szepnęła chyba nieco zawstydzona. Wciąż nie wiedziała po co ją tu przywiozłem.
-Od kiedy to zabierasz swoje dziewczyny w inne miejsca niż sypialnia?- syknęła Lisa, a ja zacząłem się jej dokładnie przyglądać. Chyba wciąż była na mnie zła, za to co się między nami wydarzyło. No, ale ja nic nie poradzę, że jak widzę ładną dziewczynę to nie potrafię się do niej nie odezwać. Nie moja wina, że to zawsze kończy się w łóżku.
-Nie jestem jego dziewczyną- tłumaczyła brunetka
-Fanka?- Lisa mruknęła pogardliwe. Oj wyczuwam spór. Może jednak nie powinienem tutaj przyjeżdżać.
-Nie. Lisa skończ już- powiedziałem podniesionym głosem, na co ta chyba nieco urażona odeszła kawałek od nas.
-Tak już ma- wyjaśnił Rick
-Słuchaj. Dalej można...?- spytałem wskazując na grube liny.
-Właściwie to mieliśmy się zbierać, ale dla ciebie...
-Dzięki stary- przybiłem mu piątkę i czekałem, aż wszystko przygotują. Poczułem delikatne szarpnięcie za rękaw
-Wyjaśnisz mi to?-Al mruknęła mi do ucha
-Skakałaś kiedyś na bungee?
-Nie! I nie mam zamiaru!- krzyknęła mi prosto do ucha. No pięknie! Ona to chyba dzisiaj chce mnie zabić. Najpierw ta suszarka, teraz to! Jeszcze nigdy nie poznałem takiej dziewczyny...
-Oj no nie panikuj. Nie będzie tak strasznie- próbowałem ją zachęcić
-Nie ma mowy.- przecząco pokręciła głową.
-Już od początku wiedziałam, że ona nie z tych- do naszej rozmowy wtrąciła się Lisa
-Z jakich?- zaciekawiła się brunetka
-Nie z tych odważnych. Taka lalunia, jak ty nie wie co to życie- mówiąc to wypluła gumę na ziemię. Nic a nic się nie zmieniła.
-Czy ty powiedziałaś LALUNIA?
-Czyżby ci to przeszkadzało księżniczko?- Alison nie wytrzymała i już chciała coś zrobił Lisie, ale na szczęście zdążyłem ją złapać i zatrzymać.
-Nie warto- szepnąłem jej do ucha
-Skoczę- powiedziała pewnym, ale nieco zachwianym głosem. Nie spodziewałem się, że zmieni zdanie.

*Oczami Alison*
-Nie myślałam, że to może być aż takie fajne- mówiłam śmiejąc się po skoku. To co czułam unosząc się na linie jest nie do opisania. Chwilę spadałam, a później znów unosiłam się do góry, jak jakiś ptak. Tak jakbym miała skrzydła i latała. Dobrze, że zmieniłam zdanie. To było cudowne! Nie ukrywam, że cały czas się bałam, ale myśl że mogę tym coś udowodnić dodawała mi odwagi. Spojrzałam blondynce prosto w oczy, które były przysłonięte mocnym makijażem.
-Myślałaś, że tym komuś zaimponujesz?-spytała zadziornie
-Nie muszę nikomu niczym imponować. I bez tego mnie lubią.
-Myślisz, że Harry coś do ciebie czuje? Jesteś żałosna. Pobawi się chwilkę tobą, wykorzysta, a później zostawi.
-To, że z tobą tak było, nie znaczy że ze mną też- zaśmiałam się i odwróciłam na pięcie. Robiło się późno. Powinnam wracać do domu. Ktoś jednak podstawił mi nogę, i gdyby nie Styles leżałabym na betonie zapewne zwijając się z bólu. Dobrze, że chłopak mnie złapał. Minimalnie się do niego uśmiechnęłam i odwróciłam, by zobaczyć sprawcę. Posłałam jej lodowate spojrzenie i by nie zniżać się do jej poziomu wolnym krokiem, przesadnie kręcąc tyłkiem ruszyłam w stronę motoru lokersa. Nie miałam zamiaru dłużej tu być.

____________
No i to chyba tyle, jeśli chodzi o ten bardzo długi rozdział. Moim zdaniem nie jest najgorszy, a wy co o tym myślicie?
Dodawajcie się do obserwowanych i zostawiajcie po sobie ślad w komentarzach. Czekam na wasze opinie.
Jeśli chcecie zadać mi lub bohaterom jakieś pytanie róbcie to w odpowiednich zakładkach.
Do napisania ;*
MADZIA

sobota, 28 grudnia 2013

Rozdział 2


-Alison zejdź już wreszcie. Jak zaraz nie wyjdziemy to się spóźnimy- usłyszałam spokojny głos mamy
-Już idę- powiedziałam zmieniając szpilki na baleriny.Coś mi się wydaje, że dziś będą mi wyjątkowo potrzebne. Wsiedliśmy do auta i odjechaliśmy w stronę hotelu. To w nim odbędzie się ślub siostry. Mieliśmy zjeść w nim kolację i uzgodnić szczegóły. Nie mam pojęcia po co mnie tam zabierają. Pewnie ojciec chce mieć na mnie oku.
-Witajcie- Mark wraz ze swoimi rodzicami ciepło się ze mną przywitał. Czekając na nasze zamówienia zaczęła się żywa rozmowa.
-Wyglądacie na kochającą się rodzinę- zaczęła pani Hyland
-Bo taką jesteśmy- zaśmiał się ojciec.
-Wiecie o czym pomyślałam? Przyjęcia zaręczynowe.To coś o czym marzę od dzieciństwa- krzyknęła nagle Sophie. Zachowywała się jak rozwydrzony bachor.
-Interesujący pomysł. Mało kto robi teraz takie przyjęcia.- zauważył pan Hyland
-To bardzo oryginalne. Na pewno spodobało by się gościom. Mądrze wymyśliłaś córeczko- tata uśmiechnął się do niej. Nie rozumiałam, dlaczego wszyscy ją tak chwalą.
-Przepraszam na chwilkę- mruknęłam i poszłam w stronę łazienki. Zamoczyłam ręce w zimnej wodzie i przyłożyłam je do szyi. Poczułam się zrelaksowana. Nie miałam ochoty do nich wracać. Zaczęłam rozglądać się w kółko, aż w końcu wpadł mi do głowy pewien pomysł. Otworzyłam okno i podwijając sukienkę zgrabnie przez nie wyskoczyłam. Czułam, że nie powinnam tego robić i już chciałam wrócić, gdy usłyszałam znajomy, charakterystyczny głos.
-Witam piękną- odwróciłam się i ujrzałam ten szeroki uśmiech, przez który można było zobaczyć te słodkie dołeczki w policzkach, które od zawsze mnie fascynowały.
-Przestraszyłeś mnie- powiedziałam dotykając klatki piersiowej
-Wybacz- puścił mi oczko. W co on zemną grał?
-Co ty tu robisz?- spytałam oschle
-Właśnie szedłem na imprezę. Może pójdziesz ze mną?
-Nie chodzę z nieznajomymi na imprezy
-To może chociaż spacer?
-Raczej nie.
-Czyli wracasz tam?- kiwnął głową w stronę okna
-Nie twój interes- burknęłam i ruszyłam w stronę parku. Miałam ochotę usiąść na ławce i rozpłakać się na dobre.
-Dlaczego wyszłaś przez okno?- spytał dorównując mi tempa. Czy on sobie nigdy nie odpuści?
-Nie zrozumiesz
-Skąd wiesz?
-Nikt mnie nie rozumie- pokręciłam głową i usiadłam na jednej z ławek
-Słuchaj a może jednak dałabyś mi swój numer, co?
-Dlaczego tak ci na tym zależy? - spojrzał na mnie tylko swoimi zielonymi oczami, a ja tak po prostu uległam. Dzisiaj mam jakiś słaby dzień.
-Masz ochotę zrobić coś szalonego?- spytał zadziornie się uśmiechając. Chwilę zastanawiałam się, co mam odpowiedzieć. Coś w środku podpowiadało mi, żebym się jednak zgodziła.
-Okej- delikatnie podniosłam kąciki ust, a on złapał mnie za rękę i pociągnął za sobą. Biegliśmy przez ulicę, a ludzie patrzyli się na nas jak na wariatów. Postanowiłam jednak o tym nie myśleć. Skupiłam się tylko na tym, by nie poplątać nóg i nie upaść.
-Gdzie my jesteśmy?- spytałam, gdy stanęliśmy przed jakimś domem. Wszystkie światła były pogaszone. Gospodarzy chyba nie było w domu.
-Nie wiem- powiedział i pociągnął mnie w stronę ogrodu
-Nie powinniśmy tu wchodzić
-Właściciele na pewno nie będą źli, jak trochę popływamy.
-Jak co zrobimy?!- krzyknęłam, jednak chłopak zatkał mi dłonią usta.
-Ciii-chyba nie chcesz nikogo obudzić.
-Ja zwariowałam- powiedziałam łapiąc si za głowę. W tym czasie chłopak ściągnął koszulkę i spodnie. Miał na sobie same bokserki.
-Ja nie umiem pływać- powiedziałam panicznie trzęsąc się ze strachu
-Obiecuję, że nic ci się nie stanie. Będę cię bardzo mocno trzymał- zadziornie się uśmiechnął
-No nie wiem czy to dobry pomysł- mówiłam ściągając buty
-Zdejmiesz w końcu tą sukienkę, czy mam cię wrzucić do wody w niej- pokiwałam głową i odwróciłam się do niego plecami, by odsunął zamek. Wkrótce sukienka zjechała po moim torsie. Zostałam w samych majtkach i podkoszulce. Było mi strasznie zimno.
-Wskakuj-chłopak wyciągnął do mnie rękę
-Obiecaj, że mnie złapiesz- powiedziałam robiąc mały krok do przodu
-Obiecuję- powiedział patrząc mi w oczy. Mocno ścisnęłam powieki i wskoczyłam. Po ciele przeszedł mnie nieprzyjemny dreszcz. Jednak o dziwo woda była dość ciepła. Nie dotykałam dna. Zaczęłam we wszystkie strony machać nogami i rękami.
-Spokojnie- poczułam ręce Harryego na biodrach i jego oddech na szyi. Przyciągnął mnie do siebie, a ja oplotłam jego biodra nogami.
-Otwórz oczy- zaśmiał się, a ja powoli zaczęłam dźwigać powieki. Ujrzałam jego rozpromienioną twarz. Chyba był zadowolony, z pozycji w której byliśmy.
-Nie jest tak strasznie, co?
-Jest. I to bardzo- zrobiłam minkę małego dziecka, które nie dostało jakiejś zabawki. Uśmiechnął się i odchylił moją głowę do tyłu. Poczułam, że moje włosy powoli robią się mokre. Chciałam jakoś wstać, lecz nie potrafiłam. Był zbyt silny. Przestraszyłam się.
-Zaufaj mi- szepnął mi do ucha takim głosem, że po całym moim ciele przeszły ciarki. Mimo iż go wcale nie znałam postanowiłam mu zaufać. Zamknęłam oczy i poczułam jak woda delikatnie faluje i obija się o moje ciało. Jeszcze nigdy nie doznałam takiego uczucia.
-Otwórz oczy- powiedział dumnym głosem, a ja wykonałam jego polecenie. Zobaczyłam, że unosiłam się na wodzie. Ja pływałam. Spojrzałam na chłopaka. On wcale mnie nie trzymał. Spanikowałam, w wyniku czego znalazłam się pod wodą. Jego mocne ramiona od razu mnie pochwyciły i wyciągnęły na powierzchnię.
-Dziękuję- delikatnie się uśmiechnęłam. Wtedy zobaczyliśmy światła samochodu na podjeździe. Gospodarze chyba wrócili. Szybko wyszliśmy z basenu i w pośpiechu ubierając ubrania stanęliśmy naprzeciwko ogrodzenia.
-Nie ma mowy- kręcąc głową zaczęłam powoli się cofać
-Nie panikuj. Chodź- wyciągnął do mnie dłoń
-A jak spadnę?
-Wtedy cię złapię- uśmiechnął się, a ja wierząc mu zaczęłam się wspinać razem z nim.
Już po chwili staliśmy na środku ulicy głośno się śmiejąc.
-Zostawiłem koszulkę- powiedział i chciał wrócić, jednak po ogrodzie biegały dwa duże psy głośno szczekając.
-No pięknie-powiedział.- I jak ja teraz po nią wrócę?
-Chyba nie masz już po co wracać-śmiejąc sie wskazałam na jednego z chartów rozszarpującego koszulkę Harryego w zrębach. Zaczęłam się trząś z zimna.
-Odprowadzę cię do domu- powiedział i ruszyliśmy w stronę mojego mieszkania. Mam nadzieję, że rodzice jeszcze nie wrócili. Może uda mi się zasnąć przed ich powrotem.Wtedy nie musiałabym słuchać kazania ojca. Choć i tak wydaję mi się, że raczej mnie to nie ominie. Trudno. Było warto się mu sprzeciwić. Uśmiechnęłam się pod nosem i zaczęłam wypytywać mojego towarzysza o różne rzeczy.

-Mieszkasz w Londynie?
-Tak
-Sam?
-Nie. Z kumplami
-Pracujesz?
-Można tak powiedzieć
-To znaczy?
-Śpiewam w zespole
-Zaśpiewasz mi coś?
-Może innym razem- uśmiechnął się tak jakby triumfalnie?
-Masz dziewczynę?
-Zazdrosna?
-Nie? Tylko pytam
-Raz mam, raz nie mam. Życie płata różne figle
-A aktualnie?
-Chyba nie
-Co znaczy chyba?
-Coś ty się taka ciekawska zrobiła?
-O patrz! Tu mieszkam.
-To czas się pożegnać- nachylił się, by mnie pocałować, lecz na szczęście szybko zareagowałam i zrobiłam kilka kroków do tyłu. Chyba go tym rozśmieszyłam. Nie rozumiałam z czego się śmiał.
-Jutro zabiorę cię na wycieczkę
-Skąd wiesz, że się zgodzę?
-Nie będę cię pytać o zgodę- uśmiechnął się zadziornie
-Porwiesz mnie?
-Jak będzie trzeba
-Wariat. Do zobaczenia- pomachałam mu i weszłam do domu zatrzaskując za sobą drzwi. Oparłam się o nie, lecz wkrótce zjechałam na podłogę i odetchnęłam w wielkim uśmiechem na ustach. Cudownie się bawiłam. Harry jest inny niż wszyscy moi znajomi. Jest nieobliczalny i ciągle zaskakuje. Właśnie to mnie w nim tak fascynuje.Nie wiem, czy dobre dobrałam słowa, ale po prostu coś jest w nim takiego, że przyciąga mnie do siebie. Ten jego uśmiech, spojrzenie mówią więcej niż słowa. Chciałabym go lepiej poznać.

I jak wam się podoba rozdział ? ;)
Starałam się go dość ciekawie napisać :D
Proszę was o komentarze. Ja poświęcam swój czas a was nie stać na napisanie jakiegoś komentarza. Nie muszą być one długie. Chcę tylko by wyrażały waszą opinię. Może macie jakieś pomysły na dalszy ciąg? Mam nadzieję, że zostawicie po sobie jakiś ślad xD

CZYTASZ=KOMENTUJESZ=MOTYWACJA=SZYBCIEJ NOWY ROZDZIAŁ 

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Rozdział 1

Nareszcie wylądowaliśmy! Nareszcie rodzinne miasto! Moja siostrzyczka wymyśliła sobie wyjazd do Rio de Janeiro i oczywiście rodzice się zgodzili. Zawsze spełniali jej każdą zachciankę. Ze mną się tak nie obchodzili. Czy jestem zazdrosna? Nie. Po prostu denerwuje mnie to, że nie mogę się dogadać z własną rodziną. Ale to w końcu moja wina. To ja nigdy nie słucham ojca. To ja zawsze ignoruję to jego zrób to, zrób tamto, tak będzie lepiej... Czy on nie rozumie, że to jest moje życie?
-Pospiesz się Al! Mark czeka już na nas. Ale się za nim stęskniłam- pisnęła i podała mi moją walizkę, choć i tak połowę niej zajmowały jej rzeczy. Rozpieszczona córeczka tatusia.
-Już idę.. to jest strasznie ciężkie-westchnęłam
-Nie marudź, tylko się ruszaj! Myślisz tylko o sobie!- założyła okulary przeciwsłoneczne. Nie wiem po jakiego, skoro i tak padał deszcz. Czasami kompletnie nie mogę jej zrozumieć. Jak można być tak zapatrzoną w siebie. Pokręciłam głową i starałam się przyspieszyć, co nie było łatwe przepychając się z walizką, przez tłum ludzi. W końcu to lotnisko. Nagle poczułam coś twardego przede mną i upadłam na podłogę.
-Nic ci nie jest?- leniwie otworzyłam oczy i zamrugałam kilka razy. Ujrzałam bruneta mniej więcej w moim wieku z wyciągniętą rękę. Chwyciłam ją, a on tak mocno mnie pociągnął, że znalazłam się blisko niego. Za blisko.
-Jestem Harry- uśmiechnął się czarująco
-Alyson- powiedziałam i zrobiłam krok do tyłu.
-Pierwszy raz w Londynie?-spytał wskazując na mój bagaż
-Nie. Wracam z rodzinnych wakacji- podniosłam kąciki ust
-Wakacje w środku jesieni?- spytał unosząc brew
-Siostra- szepnęłam cicho. W tym momencie obok mnie znów pojawiła się rozpromieniona brunetka.
-Czemu ty się tak wleczesz?- spytała i odwróciła swój wzrok w stronę  mojego, nowo poznanego znajomego.
-Aaa! Nie wierze! Ty jesteś..- i w tym momencie chłopak zakrył jej dłonią usta. Patrzyłam na tą całą szopkę kompletnie oszołomiona. Czy tylko ja na tym świecie jestem normalna?
-Al uszczypnij mnie- powiedziała dalej patrząc na chłopaka
-Podobno ci się spieszyło- pociągnęłam ją za rękę
-Jestem Sophie. Sophie Winter. Miło mi cię poznać- mówiła z tym jej uwodzicielskim uśmiechem.
-Harry Styles- powiedział to takim głosem, że aż ugięły się pode mną kolana. Czemu on tak na mnie działa? Przecież ja go nawet nie znam. Widzę go pierwszy raz w życiu, a jednak ciągle o nim myślę. Ma na prawdę piękne oczy. NIE! STOP! Koniec tych rozmyślań. I tak już więcej go nie spotkam.
-Uwielbiam wasz zespół. Ciągle go słucham. Wiesz, mam wspaniały pomysł. Nie długo wychodzę za mąż. Może zaśpiewalibyście na moim weselu? Super, że się zgadzasz.Tatuś jakoś skontaktuje się z waszym menadżerem. No ale teraz musimy już iść. Narzeczony czeka. Pa- pocałowała go w policzek i pociągnęła mnie za sobą. Szła tak szybko, że żeby za nią nadążyć musiałam prawie biegnąć.
-Soph, kim był ten chłopak? - spytałam niepewnie
-Ty go nie znasz? To jeden z wokalistów One Direction.
-Coś mi się obiło o uszy- wzruszyłam ramionami i wsiadłam do samochodu Marka wcześniej witając się z nim buziakiem w policzek. Usiadłam z tyłu obok rodzicielki. Chciałam jak najszybciej znaleźć się w moim bajkowym pokoju. Czemu bajkowym? Może dlatego, że ściany były nadal różowe, a na jednej z nich znajdowały się zdjęcia księżniczek i wróżek z moich ulubionych bajek. Taka pamiątka ze szczęśliwego dzieciństwa. Nikogo nie zapraszałam, więc nie musiałam się wstydzić.
-Rodzicie chcieliby państwa zaprosić na kolację- odezwał sie Mark, który prowadził samochód
-To bardzo miło z ich strony. Skorzystamy z zaproszenia- rozmowę przejął ojciec. Pewnie uznał to za okazję do porozmawiania o interesach i zarobkach.
-A jak idą przygotowania do ślubu?- spytała moja siostrzyczka
-Znakomicie. Kucharza wybrali moi rodzice. Podobno najlepszy w kraju
-To cudownie. Chciałbym, żeby moja córeczka miała idealne wesele. W końcu na to zasługuje- zaśmiał się ojciec
-W takim razie mam nadzieję, że chętnie potowarzyszy nam pan w wyborze miejsca, dekoracji,..-zaczął wymieniać przyszły pan młody. Czasami wydawało mi się, że on bardziej interesuje się ceremonią niż moja siostra. To znaczy ona bardzo chce wyjść za mąż, tylko woli żeby ktoś inny wszystko przygotował. W sumie to jej się nie dziwię. Od zawsze taka była.
-Ależ oczywiście. Masz już z rodzicami jakieś wstępne propozycje? Wszyscy pomożemy wam w przygotowaniach- odezwała się rodzicielka. Po raz pierwszy zabrała głos w tej rozmowie. Woli nie mieszać się w rozmowę taty.
-Oczywiście. Przez najbliższe trzy dni odwiedzimy potencjalne miejsca, w których mogłoby się to wszystko odbyć- dalej już nie słuchałam co mówią. Średnio mnie to interesowało. Do moich zadań należało tylko wspieranie Sophie i oczywiście musiałam też ładnie wyglądać. Nie cierpię zakupów. To znaczy lubię, ale gdy chodzę na nie sama lub z przyjaciółką i nie muszę kupować długich sukienek.
Podróż samochodem minęła dosyć szybko. Już po kilkunastu minutach leżałam na łóżku i gapiłam się w sufit. Ten wyjazd strasznie mnie rozleniwił. Nie miałam jakoś na nic ochoty. Dopiero, gdy mój telefon zawibrował wstałam i podeszłam do okna, po czym przejechałam palcem po ekranie wzdłuż zielonej słuchawki.
-Cześć kotuś. Wróciłaś już? Mam niecałe dwie godzinki wolnego, bo potem muszę wracać do ośrodka. To może spotkamy się tam gdzie zawsze,co?
-Jasne. Przebiorę się i zaraz będę- powiedziałam i szybko się rozłączyłam. Wyciągnęłam z szafy ubrania i powędrowałam do łazienki. Związałam włosy w koka i przebrałam się.


Stylizacja jesienny spacer


-No nareszcie jesteś. Muszę ci coś powiedzieć- gdy tylko usiadłam na ławce obok przyjaciółki od razu pochwyciły mnie jej ramiona.
-No co tam? Mów.
-Wczoraj w ośrodku byli tacy mili starsi państwo i ja...
-Co ty?
-Oni mnie wzięli- w jej oczach zgromadziło się mnóstwo łez
-To cudownie- również zaczęłam płakać i mocno ją do siebie przytuliłam
-Ty nie rozumiesz...-kręciła głową
-Przecież teraz wszystko się ułoży. Będziesz miała rodzinę- pisnęłam ze szczęscia
-Oni mieszkają bardzo daleko stąd. Nie będziemy się zbyt często widywać- zaczęła jeszcze mocniej płakać, a mnie kompletnie zamurowało. Jak to? Mam się nie widywać z jedyną osobą, która mnie rozumie? Mam zostać tu sama? Bez niej? Ja sobie nie poradzę! Komu teraz będę się wyżalać? Teraz myślę tylko o sobie, ale wiem, że jej musi być jeszcze bardziej smutno. Nie wie, czy ma się cieszyć, czy smucić.
-Będę cię odwiedzać- próbowałam dodać jej jakoś otuchy
-A twoi rodzice?
-Nimi się nie przejmuj. Będę przyjeżdżać do ciebie minimum raz w tygodniu siostrzyczko- zaśmiałyśmy się obie, choć wiedziałyśmy, że ta rozłąka może źle na nas wpłynąć. Ale takie właśnie jest życie. Okrutne.
-Będzie brakować mi tych naszych miejsc
-Ty się nie żegnasz, tylko mówisz do zobaczenia- posłałam jej delikatny uśmiech, a ona kiwnęła głową.
-Muszę już iść. Za chwilę przyjadą po mnie opiekuni.
-Dzwoń, gdyby się coś działo. Pamiętaj, że zawsze możesz na mnie liczyć.- przytuliłyśmy się do siebie i ze łzami w oczach odeszłyśmy w przeciwnych kierunkach. Byłam tak zamyślona, że w kogoś wpadłam, w wyniku czego leżałam na chodniku.
-No proszę, proszę. Znów się spotykamy- usłyszałam znajomy głos. Podniosłam wzrok i zobaczyłam dosłownie scenę z lotniska. Ten sam chłopak po raz kolejny stał z wyciągniętą ręką, by pomóc mi wstać.
-Przepraszam. Zamyśliłam się- powiedziałam wycierając ręką mokry policzek
-To już nie przypadek, tylko przeznaczenie- zaśmiał się
- Muszę już iść- powiedziałam próbując go wyminąć.
-A myślałem, że dasz się zaprosić na kawę.
-Może innym razem.
-Tak?  To w takim razie może zadzwonię do ciebie i umówimy się?- spytał z tym cwaniackim uśmiechem
-Okej
-To dasz mi swój numer?
-Nie
-Ale przecież...
-Do trzech razy sztuka- zadziornie się uśmiechnęłam i ruszyłam w stronę domu.


niedziela, 15 grudnia 2013

PROLOG

Wyobraźcie sobie dziewczynę, która nie ma życie prywatnego. Myślicie, że to niemożliwe? W życiu wszystko jest możliwe. Więc jeszcze raz. Wyobraźcie sobie dziewczynę, która nie ma życia prywatnego. Ciągle zabiegana nie widzi swoich potrzeb. To znaczy widzi, ale nie może ich spełniać. Dlaczego? To proste. Jest z zbyt 'dobrego domu'. Nie wypada jej chodzić na imprezy, czy spotykać się z 'nieodpowiednimi' znajomymi. No ale co to znaczy wypada, a co nie wypada? Gdzie jest lina oddzielająca te dwa pojęcia?

Tak, ta dziewczyna to właśnie ja. Pewnie myślicie, że jestem egoistką. W końcu właśnie się tu nad sobą użalam. Ale co jak ja taka nie jestem? Czy można oceniać ludzi nie znając ich? Może jestem samolubna, bo tak mnie nauczono? A może po prostu tak chcę dać do zrozumienia, że nie jestem szczęśliwa?

No właśnie. Co z moim szczęściem? Chyba jakoś zgubiłam do niego drogę i pewnie raczej nie odnajdę jej zbyt szybko. A to wszystko przez rodzinę. Uważacie, że jestem głupia. W końcu rodzina to wielki skarb. Ale co jeśli ta rodzina cię nie wspiera? Co jeśli krytykuje każdy twój pomysł?

Jestem zwykłą dziewczyną z wielkimi marzeniami, które nigdy się nie spełnią, a to wszystko przeze mnie. Zastanawiacie się teraz dlaczego. Powiem wam. Za szybko ulegam. Nawet jeśli się komuś postawię, nie zawsze uda mi się wytrwać i zawsze przegrywam. Jeśli można to nazwać rywalizacją. Dla innych to zaleta, dla mnie ciężka wada.

Brakuje mi kogoś, kto by mnie zrozumiał. Mam przyjaciółkę, ale co z tego skoro nie mogę się z nią widywać. Pytacie dlaczego? Dlatego, że nie ma rodziców. Dlatego, że jest z domu dziecka. Dlatego, że los nie był dla niej tak łaskawy, jak dla mnie. Dlatego, że nie ma przyszłości. Dlatego, że jest poza marginesem.
Dlatego, że mój ojciec mi zabrania. Niby to takie proste, a jednak trudne. Niby czuję z nią przyjacielską więź, a może to tylko mój wymysł? Jak można mówić o przyjaźni z kimś, kogo widuje się raz na tydzień?

Cały czas myślę o przyszłości. Po prostu nie mogę przestać. Co prawda i tak rodzice dawno zaplanowali całe moje życie, ale gdyby tak coś poszło nie tak? Gdyby tak coś stało się nie po ich myśli? No ale żeby się tak stało musiałabym się zmienić. A to jest nie możliwe. Jestem zbyt słaba. Potrzebuje pomocy, takiej bezinteresownej pomocy.

W życiu zostało mi już tylko jedno, a mianowicie pasja. Kocham rysować, choć muszę chować prace to wiem, że kiedyś ujrzą światło dzienne. Marze o własnej wystawie. Później o własnej galerii. Ale to tylko marzenia. One nigdy się nie spełniają. W końcu ja będę prowadzić firmę ojca. Nie będę miała czasu na malowanie. Lecz czy ja dam sobie bez tego radę? No tak. Jest jeszcze ta głupia nadzieja na inne życie. I chyba właśnie to trzyma mnie jeszcze na tym świecie.